no i w końcu długi weekend *.* jestem strasznie ciekawa jak to będzie jutro. tzn oprócz tego, że nie ma mojej ukochanej siostry, to mam nadzieję, że będzie przecudownie. w końcu to moje pierwsze święto dziękczynienia!
dzisiaj po moim treningu, wzięłam najkrótszy prysznic świata - trwał jakieś trzy minuty (dosłownie, ani trochę nie koloryzuję), po czym pojechaliśmy na mecz mojego młodszego braciszka. oczywiście chłopcy wygrali, bo jakże by inaczej mogło być : )
w piątek jedziemy na mega zakupy - może w końcu kupię moją wymarzoną lustrzankę ♥ plus cały milion innych rzeczy, ze względu na szalone obniżki. podobno ludzie się tutaj tak przepychają, jak to czasem na filmach wygląda. poza tym, sklepy otwierają około czwartej nad ranem, a zazwyczaj wszyscy rozkładają namioty i koczują przed wejściem już dzień wcześniej. trochę mnie to przeraża, ale jak kto lubi! : )
muszę wziąć się w garść i zacząć pisać trochę bardziej regularnie tutaj. tzn w ostatnim tygodniu nawet mi to wychodziło. i'll keep my fingers crossed!
czwartek, 25 listopada 2010
poniedziałek, 22 listopada 2010
tornado drill : D
oja oja. dzisiaj mieliśmy w szkole tornado drill. a właściwie to taki prawdziwy, nie tylko ćwiczonka. szczerze mówiąc, to do tej pory myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko na filmach. no naprawdę ^ ^ na szczęście wszyscy żyjemy i mamy się dobrze, ale siedzenie na korytarzu w piwnicy, twarzą do ściany było dość zabawne : D
poza tym tutaj już od tygodni są święta wszędzie. tzn nie ma śniegu jeszcze, ale całe ulice są przystrojone, jeżdżą ciężarówki coca coli (dzisiaj widziałam kolejną! właściwie to ona widziała mnie, bo była tak blisko jak przejeżdżała tuż przed moim nosem ♥) dodatkowo świąteczna playlista już włączona. nie wiem czy mi to na dobre wyjdzie, bo zaczynam trochę tęsknić za polskimi świętami, pierwszą choinką, babcinymi karpiami ^ ^ i całą resztą świątecznych rzeczy. wogle, w piątek ubieramy choinkę! trochę wcześnie, ale choinka jest śliczna zawsze, więc będzie miło siedzieć razem przy kominku wieczorami. będzie brakować tylko rufusa i książek od biologii : )
no i grywam ostatnio na gitarze, co się nie zdarzało w polsce zbyt często ostatnimi czasy, więc już totalnie jestem pod wrażeniem, jak ja daję sobie ze wszystkim radę : D tzn oprócz tego, że na nic nie mam czasu, to robię cały milion rzeczy. aczkolwiek teraz chyba najlepszym pomysłem będzie pójście spać.
w czwartek thanksgiving! i długi weekend *.* plus zakupy. i just love my life ♥
poza tym tutaj już od tygodni są święta wszędzie. tzn nie ma śniegu jeszcze, ale całe ulice są przystrojone, jeżdżą ciężarówki coca coli (dzisiaj widziałam kolejną! właściwie to ona widziała mnie, bo była tak blisko jak przejeżdżała tuż przed moim nosem ♥) dodatkowo świąteczna playlista już włączona. nie wiem czy mi to na dobre wyjdzie, bo zaczynam trochę tęsknić za polskimi świętami, pierwszą choinką, babcinymi karpiami ^ ^ i całą resztą świątecznych rzeczy. wogle, w piątek ubieramy choinkę! trochę wcześnie, ale choinka jest śliczna zawsze, więc będzie miło siedzieć razem przy kominku wieczorami. będzie brakować tylko rufusa i książek od biologii : )
no i grywam ostatnio na gitarze, co się nie zdarzało w polsce zbyt często ostatnimi czasy, więc już totalnie jestem pod wrażeniem, jak ja daję sobie ze wszystkim radę : D tzn oprócz tego, że na nic nie mam czasu, to robię cały milion rzeczy. aczkolwiek teraz chyba najlepszym pomysłem będzie pójście spać.
w czwartek thanksgiving! i długi weekend *.* plus zakupy. i just love my life ♥
sobota, 6 listopada 2010
osz kurczę!
zapomniałabym! właściwie to fejsbukowa elizka mi przypomniała! widziałam już dwie, prawdziwe, czerwone ciężarówki coca coli! ♥
środa, 3 listopada 2010
basketball season
dżiz. w poniedziałek zaczęła się koszykówka i tak naprawdę to umieram w każdej minucie od pierwszego treningu.
poza tym jest całkiem śmiesznie. w halloween tworzyliśmy jack-o'-lanterns, zdjęcia są na fejsie lisy - najcudowniejszej host mamy na świecie. tata też jest kochany - w końcu naprawił mi kompa, żebym mogła jeszcze bardziej psuć sobie oczy i wydać milion dolarów na nowe okulary, bo oczywiście moje zdolności odnajdywania rzeczy zagubionych pozostały za oceanem.
w szkole nic ciekawego się nie dzieje. no, może poza tym, że jeśli wygramy dwa następne mecze footballu to będziemy grać o mistrzostwo Illinois *.* byłoby słodko.
w sobotę była moja pierwsza amerykańska impreza - oficjalnie ogłaszam: wszyscy możecie mi zazdrościć (albo być na tyle sprytnym, żeby pojechać na wymianę w przyszłym roku)
weekend - o yeah. zbliża się dużymi krokami, czyli dwa treningi plus rano 1,5 godzinki w sobotę, potem pierwsza wizyta u fryzjera (aż się boję) no i później ulubiona część mojego tygodnia - mecz <3 już za nimi tęsknie, wiedząc, że zostały maksymalnie trzy. w niedzielę jest wesele (trochę dziwacznie, ale w końcu ten ichni kościół jest ciutek inny niż katolicki) a potem jedziemy gdzieś spotkać się z milionem innych ludzi, pewnie będziemy się obżerać na mieście i do domu, żeby zacząć nowy tydzień bez chwili odpoczynku pomiędzy. ale nawet to lubię i przywykłam do tego, więc nie jest tak źle. lepsze to, niż siedzenie przed telewizorem z całą zgrają irytujących psów ^ ^
i think that's enough for today.
see ya!
poza tym jest całkiem śmiesznie. w halloween tworzyliśmy jack-o'-lanterns, zdjęcia są na fejsie lisy - najcudowniejszej host mamy na świecie. tata też jest kochany - w końcu naprawił mi kompa, żebym mogła jeszcze bardziej psuć sobie oczy i wydać milion dolarów na nowe okulary, bo oczywiście moje zdolności odnajdywania rzeczy zagubionych pozostały za oceanem.
w szkole nic ciekawego się nie dzieje. no, może poza tym, że jeśli wygramy dwa następne mecze footballu to będziemy grać o mistrzostwo Illinois *.* byłoby słodko.
w sobotę była moja pierwsza amerykańska impreza - oficjalnie ogłaszam: wszyscy możecie mi zazdrościć (albo być na tyle sprytnym, żeby pojechać na wymianę w przyszłym roku)
weekend - o yeah. zbliża się dużymi krokami, czyli dwa treningi plus rano 1,5 godzinki w sobotę, potem pierwsza wizyta u fryzjera (aż się boję) no i później ulubiona część mojego tygodnia - mecz <3 już za nimi tęsknie, wiedząc, że zostały maksymalnie trzy. w niedzielę jest wesele (trochę dziwacznie, ale w końcu ten ichni kościół jest ciutek inny niż katolicki) a potem jedziemy gdzieś spotkać się z milionem innych ludzi, pewnie będziemy się obżerać na mieście i do domu, żeby zacząć nowy tydzień bez chwili odpoczynku pomiędzy. ale nawet to lubię i przywykłam do tego, więc nie jest tak źle. lepsze to, niż siedzenie przed telewizorem z całą zgrają irytujących psów ^ ^
i think that's enough for today.
see ya!
poniedziałek, 25 października 2010
dżiz. prawie miesiąc zbierałam się, żeby coś tutaj napisać. ale w końcu mi się udało, a to najważniejsze.
czy to, ze jakieś trzy tygodnie temu widziałam prawdziwą ciężarówkę coca coli, oznacza, że zaczynają się święta? gdybym miała przy sobie wtedy aparat, to zrobiłabym cały milion zdjęć z każdej strony i może z kierowcą, ale niestety wracałam wtedy ze szkoły, a tam zazwyczaj nie ma nic ciekawego do fotografowania. ale co widziałam, to moje ^^
w weekend podbiliśmy w końcu missouri, za tydzień halloween, potem thanksgiving day za następne trzy tygodnie, a później już gwiazdka <3
volleyball&football senior night za nami, zdjęcia są na fejsie plus powoli tworzę album w internecie. senior night to nic innego, jak podczas gry (w siatkówkę czy football, zazwyczaj jest to ostatnia 'regular season home game' w sezonie), a właściwie tuż przed, wszyscy 'maturzyści' są uhonorowani, dostają prezenty, kwiatki, balony, ze względu na to, że to ich ostatni rok w szkole. aczkolwiek dotyczy to tylko sportowców (włączając cheerleading i dance club) i zespół muzyczny. no i oczywiście nas - wymieńców.
na razie to tyle. aha, nigdy, przenigdy, nie zabierajcie ze sobą wszystkich pieniędzy na amerykańskie zakupy. to nie wyjdzie wam na dobre :)
czy to, ze jakieś trzy tygodnie temu widziałam prawdziwą ciężarówkę coca coli, oznacza, że zaczynają się święta? gdybym miała przy sobie wtedy aparat, to zrobiłabym cały milion zdjęć z każdej strony i może z kierowcą, ale niestety wracałam wtedy ze szkoły, a tam zazwyczaj nie ma nic ciekawego do fotografowania. ale co widziałam, to moje ^^
w weekend podbiliśmy w końcu missouri, za tydzień halloween, potem thanksgiving day za następne trzy tygodnie, a później już gwiazdka <3
volleyball&football senior night za nami, zdjęcia są na fejsie plus powoli tworzę album w internecie. senior night to nic innego, jak podczas gry (w siatkówkę czy football, zazwyczaj jest to ostatnia 'regular season home game' w sezonie), a właściwie tuż przed, wszyscy 'maturzyści' są uhonorowani, dostają prezenty, kwiatki, balony, ze względu na to, że to ich ostatni rok w szkole. aczkolwiek dotyczy to tylko sportowców (włączając cheerleading i dance club) i zespół muzyczny. no i oczywiście nas - wymieńców.
na razie to tyle. aha, nigdy, przenigdy, nie zabierajcie ze sobą wszystkich pieniędzy na amerykańskie zakupy. to nie wyjdzie wam na dobre :)
poniedziałek, 4 października 2010
yay!
w końcu! nareszcie mogę spokojnie coś napisać : ) a ostatnio dużo się dzieje ^^
przede wszystkim, w sobotę zmieniłam rodzinę. z pola kukurydza trafiłam do mega amerykańskiej ogromnej rodziny z super domem, trzema garażami, czterema samochodami, stołem bilardowym i całym milionem innych przydatnych rzeczy.
za trzy tygodnie podbijamy St. Louis & Six Flags, w niedzielę lecimy w góry (nie dosłownie, raczej planujemy się wspinać), w sobotę mój pierwszy amerykański shopping <3
przede wszystkim, w sobotę zmieniłam rodzinę. z pola kukurydza trafiłam do mega amerykańskiej ogromnej rodziny z super domem, trzema garażami, czterema samochodami, stołem bilardowym i całym milionem innych przydatnych rzeczy.
za trzy tygodnie podbijamy St. Louis & Six Flags, w niedzielę lecimy w góry (nie dosłownie, raczej planujemy się wspinać), w sobotę mój pierwszy amerykański shopping <3
piątek, 1 października 2010
niedziela, 28.08.2010
jejku, jedyne, czym oni sie odzywiaja to proszek. herbate w proszku (by the way jest obrzydliwa), moge jeszcze zrozumiec. ale ziemniaki? no prosze, naprawde, trzeba byc geniuszem. poza tym nic a nic nie wyglada to apetycznie. no i kolejny raz przeraza mnie ich poziom inteligencji. kiedy mowie, ze nie potrafie prowadzic samochodu, to nie znaczy, ze nie wiem ktora strona jest prawa, ktora lewa i jak obchodzic sie z kierownica.
przyszly weekend to labor day weekend, czyli wpada jacus i jedziemy na camping do missouri.
a mecz footballu byl zabawny. oprocz tego, ze boisko zdawało sie byc jednym wielkim ringiem ^^ poza tym wygralismy, co bylo ogromna niespodzianka dla calego stark county : )
czwartek, 2.09.2010
no to nie jedziemy do missouri. wogle caly camping nie jest pewny. ale lajcik. wazne ze jacus wpada < 3
za trzy tyg jest homecoming dance ^^ dziz. podobno nas wystawia na podium jak na pokazie psów. strasznie chciałabym zobaczyc jak to wyglada z boku : D
niedziela, 5.09.2010
jubilee state park. tutaj campingujemy. wczoraj dolaczyl do nas jacus. wlasciwie to my tutaj tylko jemy, ogladamy filmy i chodzimy sie wykapac w smierdzacych prysznicach : D no i czasami gramy w noge. aczkolwiek zdecydowanie najmilsza czescia pobytu jest ognisko – o tak.
sobota, 11.09.2010
yay! w czwartek zaczelam treningi : D aczkolwiek to, co ja uwazalam za treningi to byla tylko niewinna proba zabawy ‘porzucajamy sobie pilke’ . dzien w dzien, od pn do pt, dwie godziny. to sie nazywa trening. nie omieszkam jeszcze wspomniec o tym, ze dwa razy w tygodniu zaczynamy od podnoszenia ciezarow ^^ wiec jedyne na co mam teraz ochote, to goraca kapiel, masaz (moze nie tajski, ale na maksa efektywny) i wygodne lozko. aczkolwiek dobra strona jest to, ze nie musze jezdzic autobusem po lekcjach, tylko chris i matias po mnie przyjezdzaja : )
z innych nowosci – w koncu zaczelam rozmawiac z finskim host bratem. tzn camping tego wymagal i tak juz (na szczescie) zostalo.
wczoraj ogladalismy 8 mile, a nastepny film w kolejce to ‘american history x’ plus edward norton wiec czego wiecej mozna oczekiwac od zycia.
poza tym study hall zostal moim ulubionym przedmiotem ever. zaczynam hiszpanskim (que pasa teresa?), potem jest matma, o ktorej juz chyba troszke pisalam, keyboarding, czyli mistrz klawiatury przez 44 minuty, animal science (fu. tu ogladamy obrzydliwe filmy o zabijanych i przetwarzanych zwierzatkach), angielski (znowu utknelismy – matias i ja- z cala banda freshmenow), wf, gdzie gramy w frisbee plus czasem beach volleyball, moje ukochane study hall *.* i na koniec u.s. hisotry, gdzie dostajemy cukierki. ich lekcje trwaja 44 minuty, wiec wlasciwie nie ma roznicy, zaczynamy 8.10, konczymy 3.04. jedyne co jest troche dla mnie dziwne, ale chyba juz sie przyzwyczailam i nawet uwazam, ze to calkiem dobry pomysl, to 4 minuty na przejscie z klasy do klasy. w koncu i tak praktycznie nic nie robimy na tych lekcjach ( oprocz animal science i historii ), wiec po co tracic czas na przerwy.
czwartek, 16.09.2010
we wtorek bylo pierwsze amerykanskie zebranko ^^ oprocz tego, ze rodzice przychodza z dziecmi, to wlasciwie niczym sie one nie roznia od naszych, polskich, zebran.
jutro, na szczescie, przeniosa mnie do jakiejs innej klasy z matmy. szkoda tylko, ze zabiora mi historie z 8ej lekcji, ale chyba dam jakos radę.
sobota, 18.09.2010
no to zostaje. tzn nie zamieniaja mi historii, tylko ukochane study hall, ktory wcale nie jest takie mega slodkie, jakie sie wydawalo, wiec moze to i dobrze : )
wczoraj byl kolejny mecz footballu i o dziwo kolejny raz (czwarty) wygralismy, wiec w ramach swietowania gralismy w guitar hero u taylor.
wtorek, 28.09.2010
yay.! jutro jest picture day czyli mamy na maksa skrocone lekcje – 20 minut kazda : D
co do matmy – nic nie przebije fatty freckle face.
jejku, jedyne, czym oni sie odzywiaja to proszek. herbate w proszku (by the way jest obrzydliwa), moge jeszcze zrozumiec. ale ziemniaki? no prosze, naprawde, trzeba byc geniuszem. poza tym nic a nic nie wyglada to apetycznie. no i kolejny raz przeraza mnie ich poziom inteligencji. kiedy mowie, ze nie potrafie prowadzic samochodu, to nie znaczy, ze nie wiem ktora strona jest prawa, ktora lewa i jak obchodzic sie z kierownica.
przyszly weekend to labor day weekend, czyli wpada jacus i jedziemy na camping do missouri.
a mecz footballu byl zabawny. oprocz tego, ze boisko zdawało sie byc jednym wielkim ringiem ^^ poza tym wygralismy, co bylo ogromna niespodzianka dla calego stark county : )
czwartek, 2.09.2010
no to nie jedziemy do missouri. wogle caly camping nie jest pewny. ale lajcik. wazne ze jacus wpada < 3
za trzy tyg jest homecoming dance ^^ dziz. podobno nas wystawia na podium jak na pokazie psów. strasznie chciałabym zobaczyc jak to wyglada z boku : D
niedziela, 5.09.2010
jubilee state park. tutaj campingujemy. wczoraj dolaczyl do nas jacus. wlasciwie to my tutaj tylko jemy, ogladamy filmy i chodzimy sie wykapac w smierdzacych prysznicach : D no i czasami gramy w noge. aczkolwiek zdecydowanie najmilsza czescia pobytu jest ognisko – o tak.
sobota, 11.09.2010
yay! w czwartek zaczelam treningi : D aczkolwiek to, co ja uwazalam za treningi to byla tylko niewinna proba zabawy ‘porzucajamy sobie pilke’ . dzien w dzien, od pn do pt, dwie godziny. to sie nazywa trening. nie omieszkam jeszcze wspomniec o tym, ze dwa razy w tygodniu zaczynamy od podnoszenia ciezarow ^^ wiec jedyne na co mam teraz ochote, to goraca kapiel, masaz (moze nie tajski, ale na maksa efektywny) i wygodne lozko. aczkolwiek dobra strona jest to, ze nie musze jezdzic autobusem po lekcjach, tylko chris i matias po mnie przyjezdzaja : )
z innych nowosci – w koncu zaczelam rozmawiac z finskim host bratem. tzn camping tego wymagal i tak juz (na szczescie) zostalo.
wczoraj ogladalismy 8 mile, a nastepny film w kolejce to ‘american history x’ plus edward norton wiec czego wiecej mozna oczekiwac od zycia.
poza tym study hall zostal moim ulubionym przedmiotem ever. zaczynam hiszpanskim (que pasa teresa?), potem jest matma, o ktorej juz chyba troszke pisalam, keyboarding, czyli mistrz klawiatury przez 44 minuty, animal science (fu. tu ogladamy obrzydliwe filmy o zabijanych i przetwarzanych zwierzatkach), angielski (znowu utknelismy – matias i ja- z cala banda freshmenow), wf, gdzie gramy w frisbee plus czasem beach volleyball, moje ukochane study hall *.* i na koniec u.s. hisotry, gdzie dostajemy cukierki. ich lekcje trwaja 44 minuty, wiec wlasciwie nie ma roznicy, zaczynamy 8.10, konczymy 3.04. jedyne co jest troche dla mnie dziwne, ale chyba juz sie przyzwyczailam i nawet uwazam, ze to calkiem dobry pomysl, to 4 minuty na przejscie z klasy do klasy. w koncu i tak praktycznie nic nie robimy na tych lekcjach ( oprocz animal science i historii ), wiec po co tracic czas na przerwy.
czwartek, 16.09.2010
we wtorek bylo pierwsze amerykanskie zebranko ^^ oprocz tego, ze rodzice przychodza z dziecmi, to wlasciwie niczym sie one nie roznia od naszych, polskich, zebran.
jutro, na szczescie, przeniosa mnie do jakiejs innej klasy z matmy. szkoda tylko, ze zabiora mi historie z 8ej lekcji, ale chyba dam jakos radę.
sobota, 18.09.2010
no to zostaje. tzn nie zamieniaja mi historii, tylko ukochane study hall, ktory wcale nie jest takie mega slodkie, jakie sie wydawalo, wiec moze to i dobrze : )
wczoraj byl kolejny mecz footballu i o dziwo kolejny raz (czwarty) wygralismy, wiec w ramach swietowania gralismy w guitar hero u taylor.
wtorek, 28.09.2010
yay.! jutro jest picture day czyli mamy na maksa skrocone lekcje – 20 minut kazda : D
co do matmy – nic nie przebije fatty freckle face.
Subskrybuj:
Posty (Atom)