środa, 3 listopada 2010

basketball season

dżiz. w poniedziałek zaczęła się koszykówka i tak naprawdę to umieram w każdej minucie od pierwszego treningu.

poza tym jest całkiem śmiesznie. w halloween tworzyliśmy jack-o'-lanterns, zdjęcia są na fejsie lisy - najcudowniejszej host mamy na świecie. tata też jest kochany - w końcu naprawił mi kompa, żebym mogła jeszcze bardziej psuć sobie oczy i wydać milion dolarów na nowe okulary, bo oczywiście moje zdolności odnajdywania rzeczy zagubionych pozostały za oceanem.

w szkole nic ciekawego się nie dzieje. no, może poza tym, że jeśli wygramy dwa następne mecze footballu to będziemy grać o mistrzostwo Illinois *.* byłoby słodko.

w sobotę była moja pierwsza amerykańska impreza - oficjalnie ogłaszam: wszyscy możecie mi zazdrościć (albo być na tyle sprytnym, żeby pojechać na wymianę w przyszłym roku)

weekend - o yeah. zbliża się dużymi krokami, czyli dwa treningi plus rano 1,5 godzinki w sobotę, potem pierwsza wizyta u fryzjera (aż się boję) no i później ulubiona część mojego tygodnia - mecz <3 już za nimi tęsknie, wiedząc, że zostały maksymalnie trzy. w niedzielę jest wesele (trochę dziwacznie, ale w końcu ten ichni kościół jest ciutek inny niż katolicki) a potem jedziemy gdzieś spotkać się z milionem innych ludzi, pewnie będziemy się obżerać na mieście i do domu, żeby zacząć nowy tydzień bez chwili odpoczynku pomiędzy. ale nawet to lubię i przywykłam do tego, więc nie jest tak źle. lepsze to, niż siedzenie przed telewizorem z całą zgrają irytujących psów ^ ^

i think that's enough for today.

see ya!

1 komentarz:

  1. bön! koszykówka =o.o= !
    vaya, football, volleyball and now basketball ! ; d, quazi perffète ; )

    hehmj, haha, interesant @.o

    i wish the best for your next games.

    yem, sound some busy ; d, yea, i think the same, is better have many things than nic, is most funny !
    ; T

    peu

    OdpowiedzUsuń