środa, 1 września 2010

finally!

czwartek, 19.08.2010
aaaa! ameryka przywitała mnie jakże przyjemnie - dom w rozsypce w samym środku pola kukurydzy (własciwie to całego stada tych pól), pałętające się psy i harley davidson <3 (to tylko dla tego ostatniego). o, zapomniałabym o braku internetu. na szczęście byłam na tyle zmęczona, że jedyna rzecz, na którą miałam ochotę, to zagnieździć się w wygodnym łóżeczku (na przykład takim, jakie było w waszyngtońskim hotelu. o tak *.* mega wielkie łoże, king size i guess. ) przez następne dwa dni ogarniał mnie niesamowity jet lag, a w międzyczasie zaprzyjaźniłam się z gypsy, scooby'm, harley'em (ten to naprawdę ma amerykański rozum. albo nawet go nie ma w ogóle) i shadow, która również chodzi na czterech łapach, ale jest kotką. nie psem
sarah to moja host mama. wydaje się być nad wyraz inteligenta. aczkolwiek 'wydaje się' jest tutaj jak najbardziej wskazne. tata larry (największy fan harleya davidsona plus całe życie spędza w swoim garażu), brat chris, ktory jest troszkę lamą i ani ciutek nie wygląda pociągająco, steph, ktora jest najmłodsza w rodzinie, ale całkiem przyjemna. no i na koniec został matias. fiński brat jest ciutek małomówny, bo nawet jak rozmawia, to bardziej posługuje się jezykiem migowym niż czymkolwiek innym, ale to ani trochę nie odbiera mu fińskiego uroku.
najważniejsze.! tak naprawdę, to nie mieszkam w la fayette. do la fayette mamy 5-10 mil.

niedziela, 22.08.2010
wczoraj pojechaliśmy do centrum handlowego, które jest trzy razy wiekszę od pierwszego lepszego c.h. w polsce. jest rownież mega tanio, bo moje wyśnione czerwone converse'y kupiłam co najmniej dwa razy taniej. potem prawdziwe amerykańskie kino, gdzie każdy, bez wyjątku, kupuje popcorn rozmiaru 'large' i to samo czyni z coca cola .
dzisiaj New Salem. wiocha Lincolna, gdzie słońce zdawało się niemal dotykać naszych głów, co nie czyniło wyprawy bardziej przyjemnej, ale i tak byłam oczarowana amerykańska rzeczywistością.

wtorek, 24.08.2010
wczoraj byl pierwszy dzien szkoly. poza planem lekcji powinni też rozdawac interaktywna mape z zaznaczonymi klasami, ale lajcik. dalam rade. co prawda przed kazdymi zajeciami zapraszalam kogos na spacer, a potem na mala pogawędkę przy szafkach, bo oczywiscie dostalam szafke, ktora sie zacina, jak w kazdym amerykanskim filmie. no i w piatek jest szkolny mecz footballu (patrz: jeden wielkie chaos, jeszcze wiekszy niz nasze polskie uganianie sie za okragła piłką) yey!
tutejsi nauczyciele sa chorzy na punkcie quizow. cos jak zapowiadana 'niezapowiedziana kartkowka' . pretty much the same. z tym, ze quizy sa na poziomie naszego przedszkola. dziz. jak oni w 9 klasie (naszej 3 gim) ucza sie co to jest mnozenie, dzielenie, kolejnosc wykonywania dzialan, rownania i wyrazenia algebraiczne, to naprawde nie dziwie sie, dlaczego na pytanie 'kraj na u' odpowiadaja utah.
poza tym zolte autobusy nie syca tak bardzo w realnym swiecie. siedzi tam milion wrzeszczacych dzieciakow, a jeśli siedzisz z tylu, co zawsze robimy, czujesz sie jak na roller costerze.